Kategorie: Wszystkie | duszy cieknie ślinka | mjuzik | wieża babel
RSS
wtorek, 11 sierpnia 2009

wczoraj weszlam do apteki i z polki "witaminy" wrzucilam do koszyka femibion 800.

i ciesze sie z tego jak dzieciak z choinki.

10:30, werolek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lipca 2009
dzis lubie siebie w lustrze, na niebie jasno swieci ksiezyc, jeszcze nie spadaja gwiazdy, w ogrodku zadomowily sie trzy swietliki...
mam najlepszych rodzicow, jakich moglabym tylko miec, mam najlepszego meza, na ktorego moglabym trafic, mam przyjaciol, za ktorych skoczylabym w ogien...
jestem najwiekszym szczesciarzem pod sloncem.
00:25, werolek
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 marca 2009
jak na wiosnę budzi sie koci zmysł, co mruczy z zadowolenia łapiąc przeciągnięte spojrzenia. i w odpowiedzi uśmiecha się wdzięcznie tuż przed obróceniem się na pięcie i ruszeniem swoimi drogami.

pąki malw i kasztanów pęcznieją na gałęziach, a w parku odzywają się dzięcioły... mrrrr
12:31, werolek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 marca 2009
podobno zadzwonili z samego rana. ale z rana mnie nie było. z rana delektowałam się powolnym porankiem, wpuszczając wiosnę wszystkimi oknami, robiąc pranie, zmywając schody ... ot takie wiosenne porządki nie dlatego, że trzeba ale dlatego, że się chce. i dlatego rano mnie nie zastali.
zadzwonili więc jeszcze raz, po południu. tym razem byłam już przy telefonie - bo niby urlop, ale przecież biurko jeszcze nie sprzątnięte, jeszcze rakieś faktury, jakieś plany. no i złapali mnie między fakturą a planem. tylko po to, żeby sprawdzić, czy ich "big boss" czuje się dobrze i czy zgodnie z zapowiedziami pojawi się w biurze. bo jak się pojawi - znaczy, że ciągle wielkim szefem jest. a oni innego szefa nie chcą. bo nie i już.
a urodziny wypadają mi dokładnie na  100 dni przed imprezą. co tylko potwierdza teorię, że ja do tej imprezy jestem po prostu przypisana...

że też mi się taki nowy sad akurat teraz trafił, akurat jak ja się zmywam. że też akurat się zmywam, jak nowy sad wchodzi na plan pierwszy i pisać i dzwonić będzie się codziennie...

ehhh
21:53, werolek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 marca 2009
...
kto by pomyślał, że będę przeciągać ten ostatni dzień w biurze w taką nieskończoność????
bittersweet, z przewagą bitter
18:21, werolek
Link Dodaj komentarz »



na przyszłość: zapamiętać oba wieczory przy muzyce. zapamiętać zejlko śpiewającego "bog mi daje, bog mi odnosi".
14:31, werolek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 marca 2009
jutro ostatni dzien w pracy.
i cudnie, bo juz dawno wiecej w tym goryczy niz radosci
i smutnie, bo lars, bo nowy sad, bo w nowym sadzie peter

i chodzi o to, zeby te plusy...bittersweet.
21:17, werolek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 marca 2009
impreza za chwil kilka
jak zwykle nie ma nieczego. nie ma kluczy do biura, ogrzewania w biurze, nie ma internetu, nie ma sterownikow do drukarek. i wszystkim trzeba tlumaczyc, ze to potrzebne, juz, teraz, ze przedwczoraj to moglo sobie poczekac ale teraz bez tego to ani rusz... no i tlumacze. po chubatemu.
po czym na obiad idziemy, gdzie z panem restauracyjnym, nie mowiacym po naszemu trzeba dogadac kto, co, kiedy i za ile. 
po chubatemu tlumacze, ze potrzeba kabla, lacza, sieci, ze klopsiki bedziem jesc po makaronach a nie z makaronami i dlatego dobrze by bylo je na dwie raty a nie na raz brac, coby nie wystygly ... skad mi sie to wzielo??? 
00:23, werolek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lutego 2009
na dobry wieczór - nawet krzywego spojrzenia.
przy kolacji rozkręca się rozmowa, robi się luźno i wesoło. opycham się kolejną porcją kulinarnych dzieł sztuki, parskam ze śmiechu gadając o 2003, lotniskach na odludziach, jedzeniu. w moim kieliszku nigdy nie brakuje wina, na talerzu lądują najlepsze kąski, przechodząc za naszymi krzesłami opiera się o ramiona szefa a później o moje, zaledwie ciut wolniej niż to konieczne, łapiąc mój wzrok przetrzymuje go o mgnienie oka dłużej, gdy wychodzimy rzuca komplement, tak od niechcenia, że słyszę tylko ja.
pól godziny później wysyła wiadomość "mógłbym zadzwonić?".

nie, nie ma fajerwerków, mrowienia w palcach, motylków w brzuchu.
nie, nie jestem świetnie ubrana. mam na sobie jeansy i koszulkę z długim rękawem, bez dekolta, w paski. nie mam specjalnego makijażu, nie pachnę specjalnymi perfumami. pod oczami wychodzi mi uczulenie.
nie, nie mógłbyś zadzwonić. ja jestem szczęśliwie zakochana, nie szukam już niczego, nie mam ochoty na gry w cokolwiek.
tak, mimo wszystko miło było być adorowaną. kocie ego mruczy sobie w kącie, mile połechtane.
21:10, werolek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 stycznia 2009
Niewielka burza mózgów pt. co kupić Miszastym w ramach prezentu ślubnego. Pada pomysł płytę "The Wedding Present". Z ciekawości wrzucam frazę w youtube i otwieram pierwszy klip. Typowe brytyjskie dźwięki z lat 80tych, kapela jakich pewnie pod słońcem miliony. Nic zaskakującego, gdyby nie tekst

I don't have to tell you
I'm sure you understand
The first who lay beside me
Made me what I am
Oh you made me what I am
And no matter how it ends
You should always keep in touch with your friends (ohh)

Trudno się nie uśmiechnąć, prawda?
20:50, werolek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 października 2008
czwartek:
grzeczna masłowska szykowała się na grzeczną kolacyjkę z rodzicami i już-za-chwilę-teściami, kiedy do drzwi zadzwonił dzwonek. "przesyłka kurierska?" spytała mamina masłowskiej (masłowskiej zaś przez głowę przeszło "no tak, jakaśtam strona kurierska była otwarta w komputerze, jakiem do domu wchodziła ... co oni przesyłają?") "werciu, kurier do ciebie!"
masłowska wypełzła na korytarz i prawie padła. bo zamiast kuriera oczom ukazało się jej czwórka pięknych pań z żarówiastoróżowymi krawatami "girls on tour" i berecikami na łebkach. które z hałasem wpadły do mieszkania, ukłoniły się grzecznie teściom-to-be, obcałowały rodziców, wcisnęły na głowę masłowskiej firankę na sznureczku i kazały natychmiast się ubierać. masłowska jeszcze tylko zatrzepała rączkami "ale, ale, o co chodzi, kto wytłumaczy teściom, co z kolacją?" ale nim doczekała się odpowiedzi - całe towarzystwo, łącznie z teściami wypchnęło ją za drzwi.
i tak zaczęła się realizacja spisku wszechczasów zwanego wieczorem panieńskim (kryptonim rusałka). na otwarcie poszły kręgle, które masłowskiej wcale nie szły, ale to nie o to chodziło, żeby szły ale żeby było wesoło, prawda? a wesoło było ogromnie. kiedy masłowska kłóciła się z kolegą z toru obok o różową kulę (wygrała, pewnie dzięki firance co powiewała złowieszczo), kiedy patiszonek wykonała rzut z piruetem zakończonym miękkim lądowaniem, kiedy kuzynka starsza pędziła z kulą pod pachą na paluszkach niczym flinstonowie, kiedy kurka stwierdziła, że gramy tak jakbyśmy koniecznie chciały strącić kule z toru obok, albo nawet dwa oboki. prześmiesznie, doprawdy prześmiesznie było. a to dopiero wstępniak. później okazało się być jeszcze śmieszniej. później mocna grupa rusałek trzymająca władzę wyciągnęła listę okrutnych 10 zadań, których wykonianie miało zakwalifikować mnie do grona zdolnych do zawarcia małżeństwa. podpisać się na papierze, tłumacząc przy tym swoją wyjątkową sytuację, zdobyć numer od barmana, zatańczyć romantycznie z rurą (poziomą!), przekonać nieprzekonanych do zamąż/zażonopójścia, jednym słowem "wygłup się masłowska a my ci na pamiątkę zrobimy zdjęcie". a właściwie miliard zdjęć. i już było ogromnie wesoło.
a jak jeszcze przy stoliku obok rozsiedli się panowie, którzy świętowali wieczór kawalerski, również sobotniego pana młodego - to świat zawirował. dosłownie zawirował, bo mało która z nas miała czas na 2min siedzenia na tyłku. panowie strzelali oczami, padali na kolana, podrywali bardzo sympatycznie. no i tańczyli, tańczyli, tańczyli. a na sam koniec zafundowali nam prawiestriptiz. co i tak było niezłym osiągnięciem, biorąc pod uwagę cenę, jaką miałyśmy za niego zapłacić (zapałkę).
wieczór skończył się zamknięciem klubu. na pół godziny wcześniej dołaczyli zaś do nas nasi kawalerowie, którzy z chubatym na piwo albo dwa wyskoczyli.
i tak skończył się wieczór i poranek - dzień pierwszy.

16:26, werolek
Link Komentarze (1) »
sobota, 04 października 2008
po wieczorze panieńskim i integracyjnym - czas na krok ostateczny.
nerwy ciągle na wodzach. łuźnych i spokojnych.

otrzymane zamiast trafydyjnej kartki z życzeniami

żadnego trudu ni ma, żadnego trudu ni ma
dam tylko znak oczyma, on już wszystko wie...


i wszystko jasne :o))))
13:20, werolek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 września 2008
ostatnie 15min w domu - smieci wyrzucone, lodowka odmrozona, okna zamkniete...

...a-hunting we will go!
13:45, werolek
Link Dodaj komentarz »
póki co idzie gładko / zacięła nam się tylko walizka. z wszystkimi rzeczmi do wzięcia. całe szczęście nie zacięła się na amen - udało nam się ją rozbroic na 3sek przed wejściem do punktu serwisowego. kosztowało nas to tylko 3 zawały serca i 15min galopku przez miasto, z 40kg walizą. pryszcz.
no i okazało się, że w gpsie, który chubaty zwędził rodzicom, coby po bydgoszczy niczym stary wyga pomykać jest owszem mapa europy, na ktorej jest owszem mapa polski, jest owszem bydgoszcz. ale wg mapy ma tylko 4 ulice.

poza tym - jesteśmy spokojni i opanowani.

it's a final countdown...

10:54, werolek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 września 2008
spakować się na tydzień pobytu w domu to betka. dwie pary dżinsów, dwa swetry, trzy koszulku - ot i tyle.
spakować się na tydzień pobytu w domu, podczas którego zdarzy nam się przy okazji ślubować - to zupełnie inna para kaloszy. na szczycie listy "tylko nie zapomnij patałachu wcisnąć do walizki" zamiast szczoteczki do zębów stoją obrączki. takie małe pudełeczko, a tyle hałasu :o)

wczoraj, podczas święta białego wina (bo takowe tutaj mają) apostolos z kolegami zaśpiewali nam "final countdown" na 5 głosów. nie oddałabym tego za występ 15 chippendales. ba, nawet 20.

w głowie ciągle prawie-stoicki spokój, przerywany chodzącą za mną od tygodnia pioseneczką "a-hunting we will go, a-hunting we will go...".
no tak, nie da się ukryć, jakieś to hunting jest.

za tydzień więc będę całkiem innym człowiekiem. naczelnym myśliwym kraju. już z łupem pod pachą (a właściwie na palcu). chociaż alberto twierdzi, że nie strzelba w dłoni a wielkie czerwone oko mi na twarzy wyrośnie... mój ssssssssssssssskarb.

godzina w -
16:45, 4 października, fara
14:18, werolek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 82
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        









































małpy skaczą niedościgle...